Powered By Blogger

wtorek, 21 października 2025

Spotkanie autorskie z Hannibalem Smoke’em w Muzeum Pogranicza Śląsko-Łużyckiego w Żarach...

Trudno jest opisać słowami, że ściany muzeum w Żarach na jeden wieczór stały się mostem między przeszłością a pamięcią — a jednak dokładnie to się stało podczas spotkania autorskiego z Hannibalem Smoke’em, gdzie miałem przywilej bycia uczestnikiem, które odbyło się 10.10.2025

Miejsce i atmosfera

Spotkanie odbyło się w Muzeum Pogranicza Śląsko-Łużyckiego, które tętni historią i którą sam Smoke wielokrotnie cytuje w swoich publikacjach. 
Na sali panowała cisza pełna oczekiwania — ściany muzeum, wystawy, eksponaty — wszystko układało się w scenografię dla opowieści o znikających zamkach i pałacach.

 Przebieg wieczoru

Autor pojawił się jako pisarz, dziennikarz, fotoreporter i grafik digital art — osoba wielowymiarowa, która przez lata oddaje głos nieznanym miejscom i ludziom.  
Publikowano zapowiedzi wydarzenia na stronie muzeum i mediach społecznościowych, co budowało napięcie i zainteresowanie uczestników.
W trakcie spotkania Smoke opowiadał o swoim zaangażowaniu w ratowanie pejzażu kulturowego Dolnego Śląska, o swoich projektach fotograficznych i o tym, że niektóre historie bywają „zakazane” — zbyt bolesne lub zapomniane. 
Publiczność zadawała pytania — o konkretne rezydencje, o techniki dokumentacji. Chętnie dzielono się własnymi wspomnieniami i lokalnymi opowieściami, które dla wielu osób nabrały nowego znaczenia po wysłuchaniu autora. Muzeum Pogranicza Śląsko - Łużyckiego w Żarach na czele z dyrektorem Rafałem Szymczakiem stanęło na wysokości zadania jeżeli chodzi o organizację wieczoru, Pan Rafał Szymczak, również bardzo chętnie dzielił się ciekawostkami historycznymi i lokalnymi związanymi, z tematem spotkania autorskiego. Była to prawdziwa uczta historyczna !  Był czas na rozmowy, zdjęcia i zdobycie autografów - sam poprosiłem o wpisy do książek, które posiadam. 

💡 Wnioski i refleksje

  • Spotkanie pokazało, że temat utraconych pałaców i rezydencji nie jest tylko literacką metaforą — dla wielu uczestników to żywy ból i strata, którą odczuwają lokalnie.
  • Muzeum stało się miejscem dialogu: między autorem a czytelnikami, między historią a współczesnością.
  • Wieczór udowodnił, że publikacje Smoke’a – choć często dokumentalne i surowe — żyją także poprzez spotkania, rozmowy i pamięć ludzi.
  • Dla wielu gości było to doświadczenie „namacalnej” historii: zdjęcia, mapy, wspomnienia i komentarze autora splatały się w opowieść, którą można było dotknąć — dosłownie i emocjonalnie.

📖 Hannibal Smoke i jego „niewidzialne” Dolny Śląsk i Wrocław — trylogia o pamięci, ruinie i milczeniu

„Nie wszystkie katastrofy są głośne. Nie wszystkie miasta giną w ogniu. Czasem znikają po cichu – z map, z pamięci, z naszych oczu.”
— Hannibal Smoke, Cicha Apokalipsa

Wrocław i Dolny Śląsk – kraina pałaców, miasteczek, zamków i ruin. Miejsce, gdzie historia i zapomnienie idą ramię w ramię.
Właśnie tu, między ruinami, powstał wyjątkowy projekt literacko-fotograficzny Hannibala Smoke’a – trylogia o utracie:
➡️ Niewidzialne miasto. Wrocław, który przestał istnieć (1938–2000),
➡️ Niewidzialny Dolny Śląsk. Pałace, których już nie zobaczysz,
➡️ Cicha Apokalipsa. Zrujnowane pałace Dolnego Śląska.

To nie są zwykłe albumy fotograficzne. To opowieści o tym, co zniknęło – powoli, cicho, niepostrzeżenie.


🏙️ Niewidzialne miasto. Wrocław, który przestał istnieć (1938–2000)

Smoke zabiera nas w podróż po dawnym Wrocławiu – mieście, którego już nie ma.
Ponad 400 archiwalnych zdjęć pokazuje budynki, ulice i dzielnice, które przepadły – w czasie wojny, w powojennych dekadach, w czasach PRL-u i transformacji.

To książka o tym, że zniszczenie nie zawsze przychodzi z bombami – czasem przychodzi z decyzjami urzędników, z obojętnością, z pośpiechem modernizacji.
Dla miłośników historii miasta to lektura obowiązkowa. Dla mieszkańców – lustro, w którym można zobaczyć, co utraciliśmy, zanim zdążyliśmy zrozumieć wartość tych miejsc.


🏰 Niewidzialny Dolny Śląsk. Pałace, których już nie zobaczysz

To album-świadectwo.
Smoke dokumentuje blisko 450 dolnośląskich rezydencji, które uległy zniszczeniu lub zniknęły całkowicie.
Pałace zburzone, wysadzone, spalone, rozebrane na cegły, zatopione, ograbione, pozostawione na pastwę czasu.

Każdy rozdział to epitafium – nie dla ludzi, ale dla miejsc.
Nie znajdziemy tu tras wycieczkowych, adresów, map – bo większość z tych budowli już nie istnieje.
To książka o pamięci kulturowej, o milczeniu, które przykryło setki historii i o tym, że Dolny Śląsk to nie tylko region bogactwa, ale i region utraty.


🕯️ Cicha Apokalipsa. Zrujnowane pałace Dolnego Śląska

Trzecia część cyklu to spojrzenie na Dolny Śląsk z jeszcze bliższej perspektywy — ruiny, które wciąż stoją, lecz umierają każdego dnia.
Ponad 200 miejsc — od znanych po całkiem zapomniane.
To wizualna medytacja o rozpadzie i przemijaniu.

Smoke nie romantyzuje ruin – nie są one „malownicze”, lecz tragiczne.
Każde zdjęcie, każdy opis mówi o zaniedbaniu, o systemowej utracie, o ciszy, która towarzyszy znikaniu.
To publikacja trudna emocjonalnie, ale niezwykle potrzebna – bo pokazuje to, czego nie chcemy widzieć.


🕰️ O czym naprawdę są te książki?

O utracie – tak, ale też o odpowiedzialności.
O tym, że nasze dziedzictwo nie znika nagle, tylko stopniowo – razem z zainteresowaniem, pamięcią, troską.
Hannibal Smoke pokazuje, że Dolny Śląsk jest jak palimpsest – warstwy historii nakładają się na siebie, a każda kolejna coś wymazuje.

To trylogia, która uświadamia, że czasem najważniejsze jest zatrzymanie spojrzenia.
Nie po to, by podziwiać – ale by zapamiętać.


📚 Dla kogo są te książki?

  • dla miłośników historii Dolnego Śląska i Wrocławia,
  • dla fotografów i dokumentalistów,
  • dla nauczycieli, przewodników, regionalistów,
  • dla każdego, kto kiedykolwiek poczuł nostalgię patrząc na zrujnowany dwór za wsią.

✍️ Moja refleksja

Czytając i oglądając te albumy, trudno pozostać obojętnym.
To nie są książki, które „czyta się” – to książki, które się przeżywa.
Ich wspólnym mianownikiem jest cisza: cisza ruin, cisza zapomnienia, cisza, która w pewnym momencie staje się głośniejsza niż krzyk.

Dla mnie trylogia Hannibala Smoke’a to jeden z najważniejszych głosów w polskiej literaturze dokumentalnej o dziedzictwie Dolnego Śląska.
Pokazuje, że o historii nie trzeba pisać patetycznie – czasem wystarczy spojrzeć na zdjęcie pustego pałacu i zrozumieć, że to już nie wróci.


📍Trylogia „Niewidzialnego Dolnego Śląska” i „Cichej Apokalipsy” to nie tylko książki – to archiwum pamięci, bez którego region byłby naprawdę niewidzialny. 

🏰 Szepty wielkich murów — głosy kobiet i pamięć murów

„Choć mury runęły, ich szepty wciąż słychać w ciszy… one pamiętają, co my zapomnieliśmy.”

„Szepty wielkich murów” to najnowsze dzieło Hannibala Smoke’a, które ukazało się w 2025 roku.  To historia, która splata losy pięciu niezwykłych kobiet ze śląskimi rezydencjami — zamkami i pałacami — które były świadkami ich ambicji, upadków, sekretów i tęsknot. Z tym, co legło w ruinie, łączy je nie tylko fizyczny związek miejsca, ale echo decyzji, wpływów i czasów.


📖 Co znajdziesz w tej książce

  • Pięć postaci kobiecych — każdy rozdział poświęcony jednej z nich — staje się punktem wyjścia do opowieści o rezydencjach, które budowały, przekształcały i straciły. 
  • Przez trzy stulecia śląskich dziejów: Smoke przenosi czytelnika przez różne epoki, przez zmiany polityczne, społeczne i kulturowe, pokazując, jak kobiety walczyły o wpływ, godność i spuściznę w świecie dominowanym przez mężczyzn. 
  • Rezydencje i rezydencjalne ruiny jako lustra historii: miejsca budowane, rozbudowywane, niszczone — zamki, pałace, rezydencje, które podążały za losem swoich patronów. 
  • Wydawnictwo CM, format 320 stron, okładka miękka. 

💡 Dlaczego warto sięgnąć po „Szepty wielkich murów”?

  • To nowe spojrzenie — nie tylko dokument o ruinach, lecz opowieść przez pryzmat życia, decyzji, ambicji i kobiecej obecności tam, gdzie w historiografii często dominowały postaci męskie.
  • To most między przeszłością a teraźniejszością — miejsca traktowane jako ruiny, dziś są nośnikami pamięci. Dzięki książce możemy wysłuchać ich „szeptów”.
  • Smoke włącza się w projekt większy niż dokumentacja: to część jego cyklu historycznego o znikaniu pałaców i zamków.
  • Estetyka i narracja — książka działa nie tylko intelektualnie, ale także emocjonalnie. Dla czytelnika, który lubi, gdy historia i pamięć przenikają się ze sobą.

📝 Wyzwania i pytania

  • Czy książka zdołała pogłębić historię każdej z kobiet i rezydencji na tyle, by nie zostały one tylko symbolicznymi figurami?
  • W jaki sposób autor łączy fakty historyczne z opowieścią? Gdzie kończy się dokument, a zaczyna narracja literacka?
  • Jak bardzo losy murów, dziś zrujnowanych, kontrastują z ich dawną świetnością — i ile z tej świetności pozostało fizycznie lub w pamięci lokalnej?

📚 Rekomendacja

„Szepty wielkich murów” to książka dla tych, którzy chcą usłyszeć historie nierozpoznawalne — historie kobiet, które współtworzyły dzieje rezydencji, które dzisiaj pozostały tylko w ruinach lub pamięci. To lektura obowiązkowa dla miłośników, architektury, kobiecej historii oraz dla tych, którzy rozumieją, że mury milczące nie są puste — są świadkami wielu opowieści.


Plakat zapraszający na spotkanie autorskie, udostępniony dzięki Muzeum Pogranicza Śląsko-Łużyckiego w Żarach.


Budynek Muzeum




Pan Hannibal Smoke

Autor Hannibal Smoke i Dyrektor Muzeum Rafał Szymczak 

Książki, autora które posiadam :







PREZES


 

piątek, 17 października 2025

 

Kronika wojenna 1945 z Dusznik-Zdroju – pamięć ukryta w murach klasztoru, historia, która przemawia ciszą...

Ostatnio w moje ręce trafiła niezwykła książka – „Kronika Wojenna. Oficjalne raporty z wydarzeń w Dusznikach-Zdroju od stycznia do października 1945”, wydana przez Fundację im. Paula Denglera. Już sam tytuł brzmi poważnie, ale kiedy otworzy się pierwsze strony, ma się wrażenie, że obcuje się z czymś więcej niż tylko z dokumentem historycznym.

To zapis końca wojny widzianej z perspektywy małego dolnośląskiego uzdrowiska. Duszniki-Zdrój w 1945 roku stają się sceną przełomu – kończy się jedna epoka, a zaczyna druga. Z raportów, notatek i meldunków wyłania się obraz codzienności w cieniu wielkich wydarzeń. Nie są to suche dane – czuć w nich emocje, niepewność, strach, ale też nadzieję.

Na okładce książki widnieje czarno-białe zdjęcie: żołnierz, kobieta i duchowny na tle miasta. Ich spojrzenia są spokojne, a jednocześnie mówią wszystko o tamtym czasie – o zmęczeniu wojną i o kruchości normalności.

„Kronika Wojenna” to pozycja dla tych, którzy chcą zrozumieć historię nie przez pryzmat frontów i bitew, ale przez losy zwykłych ludzi. Dla tych, którzy wierzą, że pamięć lokalna ma ogromne znaczenie i że wielka historia zawsze zaczyna się od małych miejsc.

Dla mnie lektura tej książki była podróżą w czasie – do świata, który dopiero próbował podnieść się z wojennego chaosu. Zapiski z 1945 roku pokazują, że nawet w najmroczniejszych chwilach człowiek potrafi zachować człowieczeństwo.

Duszniki-Zdrój, spokojne dziś uzdrowisko położone w sercu Kotliny Kłodzkiej, w 1945 roku przeżywało dramatyczne chwile. Wybuchy, chaos i strach towarzyszyły ostatnim dniom wojny, gdy przez miasto przetaczały się oddziały niemieckie i radzieckie. Właśnie z tamtego czasu pochodzi niezwykły dokument – „Kronika wojenna 1945 z Dusznik-Zdroju”, który przez dziesięciolecia spoczywał w ciszy klasztornych archiwów.

Odkrycie, które poruszyło miasto

Kronika została odnaleziona przypadkiem w klasztorze franciszkanów w Dusznikach-Zdroju przez ojca Jarosława Zatokę. Wśród pożółkłych kartek, notatek i urzędowych meldunków odkryto zapis codzienności ludzi, którzy znaleźli się w oku wojennego cyklonu. Dziś dokument ten opracował i udostępnił historyk Sobiesław Nowotny, a wydaniem zajęła się Fundacja im. Paula Denglera – instytucja znana z przywracania pamięci o przeszłości Dolnego Śląska.

To nie jest kolejna książka o wojnie – to zapis wydarzeń widzianych oczami mieszkańców małego uzdrowiska. Dzięki temu historia nabiera lokalnych barw: wojenna zawierucha przestaje być odległym frontem, a staje się czymś, co rozgrywało się tuż obok nas – w pijalni, na moście, w willi sanatoryjnej.

Miasto w cieniu wojny

W 1945 roku Duszniki-Zdrój były jeszcze częścią Niemiec (Bad Reinerz). W ostatnich miesiącach wojny przez miasto przetaczały się kolumny uchodźców, rannych i żołnierzy. Gdy front dotarł w okolice Kłodzka, wielu mieszkańców próbowało uciekać, inni – ukrywali się w piwnicach i klasztorach.
Kronika opisuje dramatyczne sceny, które do dziś brzmią poruszająco. Jednym z najbardziej wstrząsających epizodów jest wybuch amunicji w Pijalni Zdrojowej 10 maja 1945 roku, który spowodował ogromne zniszczenia i ofiary wśród cywilów. Z relacji wynika, że huk eksplozji był słyszany aż w Polanicy, a z uzdrowiskowych budynków pozostały jedynie wypalone szkielety.

Z kart kroniki wyłania się obraz miasta sparaliżowanego strachem, ale też ludzi, którzy – mimo wszystko – próbowali zachować człowieczeństwo. Są tu wzmianki o zakonnicach niosących pomoc rannym, o rodzinach, które dzieliły się resztkami jedzenia, i o pierwszych polskich urzędnikach, którzy przybyli, by przejąć administrację nad miastem.

Książka, która oddaje głos przeszłości

Publikacja „Kronika wojenna 1945 z Dusznik-Zdroju” ma formę obszernego opracowania historycznego. Zawiera oryginalne zapisy z 1945 roku, raporty składane do burmistrza miasta, listy, notatki urzędowe i komentarze badacza. Całość uzupełniają archiwalne fotografie z lat 1942–1945 oraz plan miasta z zaznaczonymi obiektami, które odegrały rolę w tamtych wydarzeniach.

Książka ukazała się nakładem Fundacji im. Paula Denglera, w opracowaniu Sobiesława Nowotnego, i jest dostępna w formacie B5, z miękką okładką. Choć to publikacja źródłowa, została przygotowana w sposób przystępny – z myślą nie tylko o zawodowych historykach, lecz także o mieszkańcach regionu i wszystkich zainteresowanych losami Dolnego Śląska po 1945 roku.

Pamięć, która buduje tożsamość

Odkrycie kroniki to coś więcej niż tylko wydarzenie naukowe. To przypomnienie, że historia składa się z ludzkich emocji – strachu, nadziei, przetrwania. Dzięki takim źródłom Duszniki-Zdrój zyskują pełniejszy obraz swojej przeszłości: nie tylko jako uzdrowisko Chopina i turystów, ale też jako miejsce, które przeszło przez wojnę, zniszczenie i odrodzenie.

„Kronika wojenna 1945 z Dusznik-Zdroju” to książka, która nie moralizuje, nie osądza. Po prostu pozwala mówić świadkom tamtego czasu.
I to właśnie sprawia, że warto po nią sięgnąć – bo historia, której się słucha, staje się historią, którą się pamięta.

Jeśli interesujesz się historią Dolnego Śląska, II wojną światową lub po prostu lubisz autentyczne świadectwa tamtych czasów – ta książka zasługuje na Twoją półkę.


Gdzie można zdobyć Kronikę / jak ją zobaczyć

  • Można zamówić wydawnictwo przez Fundację im. Paula Denglera, która prowadzi przedsprzedaż.

  • Muzeum Skarbiec Dusznik-Zdrój publikuje online fragmenty Kroniki („Kronika uzdrowiska Duszniki-Zdrój …”), w cyklach miesięcznych/quartalnych opisujących styczeń-wrzesień 1945.


Ja dowiedziałem się o książce podczas oglądania jednego z odcinków autorskiego kanału na YouTube - History Story prowadzonego, przez Pana Łukasza Kazka.   

🥾🚶🏼🏔🏕🌄 ,,Do zobaczenia na szlaku ! - Szlak woła'' 🥾🚶🏼🏔🏕🌄


Książka  na zdjęciu pochodzi z księgozbioru autora bloga


 


                                                                                                                                                         PREZES




piątek, 5 stycznia 2024

Pomnik I wojny światowej w dawnej wsi Lipki/Leipe...

Dzisiaj przedstawiam pomnik z I wojny światowej znajdujący się w nieistniejącej wsi Lipki niem. Leipe. 

 

Lipki (alt. Lipna; niem. Leipe) – dawna wieś-uroczysko w Polsce, w województwie lubuskim, w powiecie żarskim, w gminie Brody. 

Leżały wśród lasów na południe od Brodów, przy bocznej drodze na wschód od Marianki. W pobliżu znajduje się lądowisko leśne Marianka.

Po miejscowości nie pozostało nic oprócz wykarczowanego placu z zarysem dawnych dróg. Nazwa Lipki zachowała się w nazwie nadleśnictwa.

Po II wojnie światowej wieś Leipe znalazła się na terenie tzw. Ziem Odzyskanych (tzw. II okręg administracyjny – Dolny Śląsk), gdzie utworzyły gromadę Lipki w gminie Brody. 28 czerwca 1946 gmina Brody – jako jednostka administracyjna powiatu żarskiego – weszła w skład nowo utworzonego woj. wrocławskiego. 6 lipca 1950 wraz z całym powiatem żarskim weszły w skład nowo utworzonego woj. zielonogórskiego.

W 1954 roku Lipki weszły w skład gromady Brody, gdzie włączono ją do nowo utworzonego powiatu lubskiego w tymże województwie. Tam przetrwały do kolejnej reformy administracyjnej w 1972 roku.

W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa zielonogórskiego. - www.wikipeda.pl


Leipe na Mapie WIG z 1934  Źródło http://maps.mapywig.org/m/WIG_maps/series/100K_300dpi/P41_S19_344_GUBEN_(GUBIN)_1934_300dpi.jpg

Źródło https://www.facebook.com/BrodyPfoertenVirtualMuseum

Źródło https://www.facebook.com/BrodyPfoertenVirtualMuseum


Źródło https://www.facebook.com/BrodyPfoertenVirtualMuseum


 



                Pomnik wojenny z 1921r, upamiętniający ofiary I Wojny Światowej. Na pomniku były nazwiska mieszkańców Leipe, poległych w tej wojnie.
                                   Źródło https://www.facebook.com/BrodyPfoertenVirtualMuseum

Źródło https://polska-org.pl/9126056,foto.html?idEntity=9126003 Leipe (łuż. Lippe) - karczma Otto Lehmana. Ta otoczona lasem wieś położona była nieopodal drogi z Brodów (Pförten) do Zasiek (Forst). W przedwojennych opisach przewija się nazwa Leiper Gärten, z racji okalających poszczególne gospodarstwa płoty , ogrody pełne drzew owocowych. Efekt dopełniały drzewa liściaste rosnące na skraju lasu. Leipe była raczej wsią biedną. Ziemie ubogie, a działki daleko. Prawie w każdym gospodarstwie hodowano krowy, ale z braku pastwisk krowy musiały cały rok stać w oborach, paszę trzeba było dowozić. We wsi była karczma Otto Lehmanna, gdzie odbywały się wesela, a czasem, podczas polowań bawił się tam hrabia Bruhl. Leipe miała jedną charakterystyczną cechę, z której była znana w całym powiecie Sorau (Żary). Domy przy głównej ulicy, były połozone tylko od północnej strony. Od południowej strony stały rodzinne piece chlebowe, a między nimi była remiza strażacka. Aż do XXw nie docierała poczta do Leipe. Mieszkańcy pocztę odbierali w gospodzie, w oddalonym 2km Marienhain (Marianka).Na wschód od Leipe znajdował się leśniczówka zwana Heideschäferei, ponieważ władcy hodują tu owce do 1864 roku. Po 1945r wieś opuszczona i rozebrana. Czy mieszkali tam Polacy? Czy miała nadaną polską nazwę? Źródeł brak. Jednym z nielicznych śladów po Leipe jest fragment pomnika wojennego z 1921r.  Domy mieszkalne były położone po północnej stronie głównej drogi, natomiast rodzinne piece chlebowe, otoczone ogrodami, stały po stronie południowej. (Gregor Golin - teksty żródłowe Ursula Balzer)


Źródło https://polska-org.pl/9126095,foto.html?idEntity=9126003











PREZES


czwartek, 28 grudnia 2023

Granica polsko-gdańska w Kolniku...

Na południowym skraju wsi Kolnik, przy drodze krajowej 91 znajduje się miejsce pamięci uwieczniające przebieg granicy między Polską a Wolnym Miastem Gdańsk w latach 1920-1939. Obok słupa granicznego i kamieni z godłami Polski i Gdańska jest też obelisk upamiętniający zastrzelonego przez Niemców 16 sierpnia 1939 r. w tym miejscu polskiego pogranicznika Michała Różanowskiego.

W latach 1773-1918 Kolnik podlegał administracji zaboru pruskiego, w 1919 znalazł się na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Do 1 września 1939 na południe od Kolnika przebiegała granica pomiędzy Wolnym Miastem Gdańskiem i Polską. 16 sierpnia 1939 nad ranem zginął tu patrolujący granicę żołnierz 2 Batalionu Strzelców z Tczewa Michał Różanowski, zastrzelony po pomyłkowym przekroczeniu granicy. 

1 września 1939 Kolnik został włączony do niemieckiej III Rzeszy. Wiosną 1945 znalazł się ponownie w Polsce.

Michała Rożanowski– żołnierz 2 Batalionu Strzelców z Tczewa. Różanowski jest postacią praktycznie nieznaną. Zginął w 1939 roku z rąk pograniczników Wolnego Miasta Gdańsk. Wypadek miał miejsce na dwa tygodnie przed wybuchem II Wojny Światowej – 16 sierpnia w Kolniku koło Pruszcza Gdańskiego, gdzie przebiegała granica pomiędzy Polską a WMG. Po śmierci jego zwłoki trafiły do Gdańska, gdzie dopuszczono się profanacji na jego szczątkach. W miejscu jego śmierci znajduje się zapomniany pamiątkowy głaz, a jego ciało pochowano na cmentarzu w Tczewie. Ówczesna polska prasa donosiła o szczegółach tego tragicznego wydarzenia:

Zwłoki śp. Michała Różanówskiego, żołnierza zastrzelonego przez celników gdańskich, przed wydaniem ich władzom polskim zostały w najohydniejszy sposób zniekształcone. Komisja polska, która dokonała oględzin zwłok, stwierdziła w swym protokóle tę niesłychaną profanację. Profanację tę stwierdziła także sekcja przeprowadzona przez lekarza przy sądzie grodzkim w Tczewie, która wykazała, że zwłoki były na terenie Wolnego Miasta sekcjonowane, przy czym stwierdziła przy zwłokach brak 5, 6, 7 i 8 żebra po stronie lewej oraz brak przepony. Poza tym sekcja ta stwierdziła w jamie brzusznej tych zwłok chaotycznie ułożone narządy ciał obcych, a mianowicie: macica zmieniona nowotworowo, druga macica z przydawkami i pochwą, płuca gruźliczo zmienione, łożysko, mostek dziecięcy, odłamki czerepu kostnego dziecięcego, kręgosłup zmieniony chorobowo, nerki pochodzące od różnych osobników w ilości czterech, dwa języki wraz z przełykiem i tchawicą, część śledziony, wątroba, bardzo liczną ilość tkanki mózgowej, szereg najrozmaitszych strzępów różnych tkanek, kawałki słomy i drzewa, kłos żyta, trociny oraz 6 kartek z różnymi napisami. - http://traugutt.org/100-rocznica-urodzin-michala-rozanowskiego/





Zdjęcia pochodzą z https://dawnytczew.pl/forum/viewtopic.php?t=2751 i przedstawiają grób Michała Różanowskiego na cmentarzu w Tczewie 

 

Odnowiony grób był wzorowany na grobie Alfonsa Rzoska 




Zdjęcia pochodzą z https://dawnytczew.pl/forum/viewtopic.php?t=2751 i przedstawiają grób Alfonsa Rzoska  na cmentarzu w Tczewie 















PREZES