Powered By Blogger

niedziela, 18 października 2020

Poznań...

W czwartek musiałem jechać do Poznania załatwić jedną ważną sprawę. Na tyle ile udało się załatwić to załatwiłem. Był to mój pierwszy pobyt w Poznaniu – co prawda nie turystyczny, ale nie był bym sobą jak bym nie zobaczył chociaż trochę i nie kupił pocztówki do swojej kolekcji tzn. pocztówek ;). Od miejsca parkingu na rynek mieliśmy ok. 40 minut drogi pieszej. Cały nasz pobyt w Poznaniu trwał 4 godziny wraz załatwieniem moich spraw. Rogal Świętomarciński z Poznania zaliczony ;), oraz mały spacer po rynku. Pod postem możecie zobaczyć zdjęcia z tej relacji. Jedno jest pewne do Poznania na pewno wrócimy jest tam dużo do zobaczenia planujemy z żoną tam pojechać jak się uspokoi COVID, kupić kartę Visit Poznań i poszaleć. Jeżeli chodzi o COVID w Poznaniu to widać, że ludzie się stosują do wymagań władz, są przestrzegane odstępy, oraz ludzie noszą maseczki oczywiście zdarzają się wyjątki, które wszystko mają gdzieś. Na powrocie z rynku wracaliśmy tramwajem w stronę parkingu i w tramwajach też pełna kultura odstępy itd. Przy okazji podzielę się swoimi przemyśleniami, na temat pomocy innym. Z dłuższych obserwacji zauważyłem, że jeżeli chodzi o pomoc to zawsze są o nią proszeni Ci, którzy raz czy dwa pomogli. I nie jest ważne czynie mają czasu czy mają czy się dobrze czują czy nie to zawsze są o nią proszeni. Wiem wiem jeżeli nie można pomóc lub nie ma możliwości kłania się tu sztuka mówienia  NIE. Ogólnie pomaganie innym to fajna i potrzebna IDEA. Z tym, że wymaga domówienia od osób potrzebujących tej pomocy jak i tej pomagającej. Fajnie by też było jak by inni też się zaangażowali w pomoc by odciążyć tych co pomagają najczęściej – bo później się pomaga, ale człowiek też się złości bo nie ma siły bo jest zmęczony bo brakuje mu czasu itp. Kwestia warta przemyślenia dla wszystkich ;). Jeżeli chodzi o moje zdrowie to ostatnio słabo bardzo często mam ataki ostatni miałem w piątek po pracy mnie poskładało, w weekend się jakoś zregenerowałem i myślę, że już będzie lepiej…

 

 

PREZES

























































































































wtorek, 13 października 2020

Bardziej niebezpieczna jest iskra na starość, niż pożar w młodości…

Starość [1] – stan będący efektem starzenia się, ostatni okres życia u ludzi. Starość ma przede wszystkim wymiar biologiczny (fizjologiczny), lecz także poznawczy, emocjonalny i społeczny.

Granica między wiekiem średnim człowieka a starością jest płynna i zmieniała się w ciągu wieków. W czasach prehistorycznych ludzie dożywali 30 (neandertalczyk z Krapiny) – 35 lat (szkielety z Sima de los Huesos w Atapuerca). W starożytności człowiek 35–40-letni był uważany za człowieka starego. Średnia długość życia, a co za tym idzie "granica" starości na świecie bardzo wydłużyła się w XVIII, XIX oraz XX wieku, wraz z poprawą warunków życia, rozwojem medycyny oraz upowszechnieniem takich wynalazków jak np. kanalizacja, które podwyższały poziom higieny, oraz wynalezieniem szczepionek, które zapobiegały chorobom (zob. też oczekiwana dalsza długość trwania życia).

Zwiększenie długości życia skutkowało pojawieniem się dziadków co zwiększało szansę przeżycia młodych osobników, było skorelowane z rozwojem relacji społecznych i przekazywaniem doświadczeń.

W kulturach na całym świecie ludzie w podeszłym wieku byli zwykle obdarzani dużym szacunkiem – niekiedy nawet czcią – jako ludzie bardziej doświadczeni i mądrzejsi.

Pojęcie starości w znaczeniu medycznym to ogół zmian biologicznych zachodzących w ciele człowieka (głównie zużycie narządów i zmniejszona regeneracja komórek) w wieku starszym (tzw. trzeci wiek) czyli po 60–65 roku życia.

W okresie starości ustaje intensywne odbudowywanie komórek, organizm jest mniej odporny na choroby, a układ nerwowy jest mniej aktywny. Tkanki ludzkie stają się odwodnione i mniej elastyczne, ulegają atrofii. Obecnie w rozwiniętych społeczeństwach ludzie przeżywają 70–90 lat, rekordziści dożywają 120 lat, przy czym statystycznie dłużej żyją kobiety. W Stanach Zjednoczonych w ciągu XX wieku przeciętna długość życia wydłużyła się z niecałych 50 lat do ok. 75 lat u mężczyzn i ok. 80 lat u kobiet.

Dożywanie sędziwego wieku wiąże się ze znacznym rozwojem medycyny. Jednakże wydłużanie życia u ludzi prowadzi do pojawiania się w strukturze społeczeństwa znacznego odsetka osób nie będących samodzielnymi, ze względu na np. zaburzenia układu nerwowego związane z chorobą Alzheimera, której objawami są m.in. zaburzenia pamięci, zachowania i osobowości.


Starość…  Tak naprawdę spotyka się z nią każdy z nas każdego dnia, nikogo nie omija – każdego dosięga. Najczęściej towarzyszy jej złość, nerwowość, niedołężność, brak sił, brak zdrowia, senność bezradność co ciekawe te cechy nie dotyczą  tylko osoby starszej, często osoby młode lub młodsze towarzyszące osobom starszym też mają takie cechy lub uczucia tylko tu jest zasadnicza różnica niż u osób starszych. Często osoby starsze są przekreślane w życiu społecznym, starsze osoby często przeszkadzają tym młodszym, którzy mają więcej sił. Mi osobiście starość kojarzy mi się z mądrością, doświadczeniem, powagą, stanowczością, wytrzymałością , szacunkiem  wielkimi wartościami. Musimy pamiętać, że osoby starsze, też kiedyś były młode miały wiele przeżyć problemów, sytuacji życiowych np. przeżyły wojnę, stan wojenny, miały do czynienia z głodem czy nawet śmiercią. Osoby starsze wiele nas nauczyły od tego, aby nie dotykać gorącego garnka po czytanie pisanie jazdę na rowerze itp. Dlatego kiedy dosięga starość, należy mu się szacunek i pomoc co nie jest często łatwe – te osoby po prostu zapracowały na to, aby się nimi opiekować pomagać nawet w najprostszych czynnościach życiowych – bo kiedyś one nas prowadziły za rękę. Są dni, że może nas spotkać bezradność i brak sił, bo praca inne obowiązki i jeszcze opieka nad kimś starszym może nas po prostu czasami dobić. Ciekawe jest, to że my jako młodzi często nie zdajemy sobie sprawy, że starość też nas dopadnie lub wcześniej śmierć. Fajnie jest jak jest , kiedy jesteśmy zdrowi mamy siły mamy otwarty umysł, jesteśmy  poniekąd niezależni. Ale sytuacja może się odmienić w ciągu kilku chwil czy dni – może nas dopaść jakaś choroba czy po prostu czas tak szybko mine i nawet się nie spostrzeżemy jak się zestarzejemy i sami będziemy potrzebowali pomocy w najprostszych czynnościach. Kolejna sprawa to to, że osoby starsze które jeszcze nie potrzebują pomocy mogą do siebie zrazić bo czują się jeszcze silni, ale i tak potrzebują pomocy, często mogą prowokować różne sytuacje i stawiać na swoim robić ,,zadymy’’ udowodnić, że ,,młody’’ nie ma racji nie zna się itp. Często dochodzi do sytuacji na tzw. ,,noże’’,  gdzie w ten sposób pali się wszelkie mosty zapominając, że jednak pomoc od młodszych prędzej czy później będzie potrzebna. W takich sytuacjach nie ma czegoś takiego jak honor czy duma – bo to jest za wysoka cena dla obu stron. Najważniejszy jest kompromis i współpraca i pamiętanie o tym, że starszych nie należy przekreślać przez osoby młode i na odwrót starsi nie   mogą przekreślać młodych. Bo każda ze stron prędzej czy później będzie od siebie zależna.  Można to przyrównać do mrówek .

Jak zbierzesz 100 czarnych mrówek i 100 czerwonych mrówek i wrzucisz je do szklanego słoika nic się nie stanie, ale jeśli weźmiesz słoik, wstrząśniesz nim brutalnie i zostawisz na stole, mrówki zaczną się wzajemnie zabijać. Czerwone wierzą, że czarne są wrogami, podczas gdy czarne wierzą, że czerwone są wrogami, gdy prawdziwym wrogiem jest osoba, która wstrząsnęła słoikiem. To samo dzieje się w społeczeństwie.

 Mężczyźni kontra kobiety

Bogaty kontra Biedny

Wiara kontra Nauka Młody kontra Stary

Zanim zaczniemy walczyć wzajemnie, musimy zadać sobie pytanie, kto wstrząsnął słoikiem ?

 



Dlaczego takie, przemyślenia z mojej strony ?  Ponieważ sam to przeszedłem. Teraz kiedy trzeba się opiekować, dziadkiem mojej żony, nie jest łatwo. Brakuje nam czasu dosłownie na wszystko nawet na to aby po prostu sobie poleżeć ;). Obowiązków jest  bardzo dużo a doba ma tylko 24 godziny siły też są ograniczone – boję się, żeby nie złapał mnie atak. Na szczęście już powoli uczymy się, żyć w tej nowej sytuacji, i to wszystko ogarnąć. Czasy się bardzo zmieniły i bardzo dobrze widać jak ludzie się traktują jak często młode osoby nie mają poszanowania dla starszych osób czy to w sklepie, czy podczas jazdy autobusem itp. Wiele starszych osób dzisiaj boi się nawet iść po ulicy  lub zwrócić uwagę jeżeli młodzież źle się zachowa. Miejmy nadzieję, że to będzie się zmieniało na lepsze. Bo w przyszłości tych młodych może spotkać to samo a może nawet coś gorszego.  Co nas nie zabije to nas wzmocni. Pamiętajmy o tym, że szacunek należy się każdemu człowiekowi bez względu na wszystko – tak jak pomoc sami nie wiemy kiedy będziemy jej potrzebowali…




PREZES 



[1]  Źródło; www.wikipedia.pl 

poniedziałek, 5 października 2020

Choroba nie wybiera...

Skoro mnie dawno nie było to znaczy, że musiało się wiele dziać i tak właśnie było. Co prawda wiele etapów zamknąłem za sobą, ale jak to u mnie za długo nie może być dobrze bez zmian i komplikacji. Z pozytywnych spraw to udało mi  się zakończyć remont, w końcu po nierównej walce udało się osiągnąć wymagany efekt.  Gdy okazało się, że już możemy się wypakowywać i urządzać  nastąpiła oczywiście niespodzianka. Dziadek, znowu wylądował w szpitalu.  Dwa tygodnie temu kiedy byliśmy u niego na weekend bardzo źle się czuł więc cały weekend był na tzw. czujce.  W poniedziałek, moja żona zadzwoniła do dziadka i  nie mogła się z nim dogadać. Więc powiedziałem jej,  że trzeba jechać sprawdzić czy wszystko ok.  Kiedy przyjechaliśmy od razu zobaczyliśmy opadnięty lewy kącik ust, prawa strona tylko się uśmiechała lewej ręki nie mógł podnieść. Więc objawy typowego udaru. Ale dziadek powiedział, że on bardzo dobrze się czuje i do żadnego szpitala nie trzeba jechać.   W końcu udało się go przekonać i przyjechała karetka, ekipa ta sama co poprzednim razem. Na drugi dzień wzięliśmy wolne z pracy,  żeby pojechać do szpitala się dowiedzieć  co ze stanem zdrowia dziadka. Okazało  się, że musi zostać 10 dni w szpitalu, po dwóch dniach chciał się wypisać na własne żądanie, ale na szczęście nie zrobił tego. Wizyty w szpitalu tak jak ostatnio  pomiary temperatury przed wejściem, maseczki, zero odwiedzin ewentualnie, krótka rozmowa przez okno. W związku z tym, że dziadek był w szpitalu musieliśmy codziennie jeździć sprawdzić czy wszystko w domu ok. itp. Kiedy dziadek był w szpitalu braliśmy pod uwagę to, że teraz będzie wymagał opieki i pomocy. Na wypisie miał napisane, że miał udar i zawał.  Na szczęście w miarę swoich możliwości dziadek daje sobie radę. Mnie oczywiście złapał atak po tym jak dziadek wyszedł, ze szpitala i tydzień czasu byłem na zwolnieniu lekarskim. Wyszło za szybkie tempo życia i stres wczoraj w nocy też mnie złapał atak dlatego dzisiaj nie mogłem iść do pracy też z przemęczenia.  Po mimo takich przykrych przeżyć u sytuacji były też te miłe. 17 września razem z żoną świętowaliśmy  4 rocznicę ślubu. Co my już przeżyliśmy przez te cztery lata można by było już grubą książkę napisać. Wykorzystaliśmy dzień urlopu i razem go spędziliśmy po wizycie  w szpitalu. W tym dniu nie ma żadnego gotowania martwienia się tylko czas dla nas. Obiad gdzieś na mieście spacer lub jakiś mały wypad w ciekawe miejsce i dawanie sobie prezentów. Cieszę się, że po mimo tylu przeciwności i problemów życiowych dalej się wspieramy kochamy i możemy na sobie polegać. Stan dziadka z dnia na dzień się pogarsza, praktycznie cały czas śpi, zaczyna mylić fakty lub po prostu zapominać wiele rzeczy. Dlatego cały czas jesteśmy czujni no i możemy też liczyć na pomoc siostry mojej żony, która nas zmienia jeżeli nie możemy my być w domu. Tydzień po tym jak dziadek wyszedł, ze szpitala dopadł nas kryzys bo praktycznie nie ma możliwości zostawienia dziadka samego nie możemy sobie na razie nigdzie pojechać z nikim się spotkać, chyba, że do nas ktoś przyjedzie, ale myśleliśmy, że mamy większe wsparcie a tu się trochę rozczarowaliśmy nie ma co ukrywać. Nie chodzi, o żadną pomoc fizyczną. Po prostu wypicie kawy, herbaty jakaś pogawędka, trochę się pośmiać. Po prostu na chwilę zapomnieć o tym co jest i trochę odreagować. Opieka nad starszą schorowaną osobą naprawdę jest ciężką pracą w nocy się reaguje na dosłownie każdy szmer, każde  otwarcie drzwi. Dlatego wielki szacunek dla pielęgniarek, opiekunek i wszystkich innych, którzy się opiekują osobami starszymi bo to jest naprawdę ciężka praca – pamiętajmy o tym. Tu znowu można znaleźć ziarenko dobra bo kilka osób nas odwiedziło niektórzy nawet pokonali 30 km w jedną stronę, żeby przyjechać tylko na kawę i wrócić do domu – byliśmy z żona bardzo zaskoczeni tak pozytywnie. Pomału już się klimatyzujemy z tą nową sytuacją, jestem pewny, że sobie poradzimy na pewno będzie ciężko i trudno nie kiedy, ale skupiamy się na tym co dobre i ważne…   


PREZES

wtorek, 4 sierpnia 2020

Realia w czasie pandemii...

Trzy tygodnie temu miałem atak - i to taki duży, że nawet moja żona się wystraszyła.  Musiałem zerwać kilka nocy i to pewnie spowodowało atak. Po prostu wróciłem z pracy położyłem się, a później nawet nie wiem kiedy byłem już w łóżku w piżamie. Żona mi mówiła, że nie było ze mną żadnego kontaktu, żadnej reakcji - dawno tak nie miałem. No, ale cóż coś za coś jak to mówią. Odebrałem także świadectwo, ze szkoły jestem zadowolony ze średniej nawet się nie spodziewałem takiego świadectwa, kolejny mały życiowy sukces.  Dwa tygodnie temu miałem również urlop, na którym wypocząłem i nie wypocząłem. W pierwszym tygodniu musieliśmy, jeździć do szpitala - żony dziadek miał zapalenie płuc i słabe serce. To jak są traktowani ludzie to jest straszne. Już od samego wezwania pogotowia nie jest miło. Ja rozumiem, że okres koronawiurusa jest ciężki dla wszystkich - chorujących jak i udzielających pomocy. Rozmowa  z dyspozytorem bardzo ciężka. Ratownik i lekarz to po prostu kozacy, którzy sobie żartowali z pomiaru temperatury, gdzie w dzisiejszych  czasach wcale nie jest to na miejscu. Suma sumarum w końcu zabrali dziadka do szpitala - najlepsze było, to że po zabraniu dziadka mieliśmy dostać telefon z informacją o dalszym leczeniu i stanie zdrowia. Jak by nie to, że mamy znajomą w szpitalu chyba do dzisiaj byśmy czekali. Kiedy już wszystko udało nam się ustalić zawieźliśmy potrzebne rzeczy dla dziadka. Przed wejściem na teren szpitala obowiązkowy pomiar temperatury. Na salę czy oddział nie mam mowy, aby wejść. Z pacjentami można było porozmawiać przez okno, a rzeczy podawało się przez pielęgniarkę. Tak nam minął pierwszy tydzień urlopu. Czasami po prostu tak jest, że plany się komplikują,ale nie wspominam tego źle. W szpitalu, też było różnie jedna pielęgniarka. uśmiechnięta, pomocna, a druga z pretensjami, że po co na co itd. No cóż - ŻYCIE. W tym roku nie planowaliśmy urlopu ze względu na COVID-19. Jednak zdecydowaliśmy się i pojechaliśmy, ale o tym będzie osobny post. Teraz powrót do szarej rzeczywistości, ale taka jest kolej rzeczy najważniejsze, że po mimo tego okresu udało się wyjechać i coś zobaczyć...


PREZES