Wszystko zaczęło się w poniedziałek - 25.02.2013r. Wróciłem ze szkoły jak każdego dnia. Rzuciłem plecak pod biurko i zacząłem w miedzy czasie robić sobie herbatę. Godziny mijały dzień leciał dalej. Podczas kolacji poczułem się słabo, miałem wziąć jeszcze łyk herbaty, ale stwierdziłem ,,coś się słabo czuje chyba pójdę już spać'' zdążyłem tylko siąść na krzesło i stało się - straciłem przytomność. Po ocknięciu widziałem tylko jak brat mnie zbiera z podłogi. Szybko podjął decyzję, że jedziemy na pogotowie. Po całej procedurze biurowej zmierzyli parametry dali jakiś zastrzyk i wróciliśmy do domu. Położyłem się spać... Rano gdy się obudziłem następnego dnia jak zawsze chciałem się ubrać i iść do szkoły, ale coś mnie tknęło, żeby posiedzieć na łóżku i nagle bach spadłem na podłogę i znowu straciłem przytomność. Tym razem pomogła mi siostra zaraz zadzwoniła po mamę, która zwolniła się z pracy i wzięła mnie do lekarza rodzinnego. Lekarz sam nie wiedział co mi jest i dał skierowanie do neurologa. W środę miałem umówioną wizytę - 27.02.2013r. Po tak zwanym wywiadzie diagnoza pani doktor byłą jednoznaczna - epilepsja. Normalnie ścięło mnie z nóg.
Pytam: ,,Jak epilepsja ,,wczoraj'' byłem zdrowy a dzisiaj już jestem chory?''
Pani doktor: ,,Tak jest to tak choroba, która przychodzi nagle nie wiadomo skąd"
Złamanym głosem odpowiedziałem tylko: ,,Aha ok"
I tak się w sumie zaczęło a jeszcze więcej skończyło...
PREZES

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz