W piątek miałem wizytę kontrolna u neurologa. Myślałem, że wpis uda mi się umieścić odrazu ale jakoś źle się czułem a weekend to już nawet nie ma co mówić - taka porażka z samopoczuciem. Pojechałem do lekarza z żoną. Oczywiście problemy już na poczekalni z kolejką, ale to norma. Sama wizyta u lekarza nie usatysfakcjonowała mnie. Lekarz tylko powiedział, że torbiel jak był tak jest, trzeba to skonsultować z neurochirurgiem zrobić EEG i za pół roku kontrol. Na tym badaniu z RM wyszło, że mam niedorozwiniętą tętniczkę kręgową z lewej strony. Na moje pytanie co z tym dalej robić to lekarz powiedział, że nic nawet nie wytłumaczył co to jest. Znowu została mi podniesiona dawka leku więc znowu organizm jest na ,,karuzeli''. To by było tyle z wizyty. Najbardziej zdenerwowało mnie to, że jak byłem prywatnie to było inne podejście a jak na kasę chorych to zupełnie inne. Nie lubię czegoś takiego. W piątek postanowiłem również odebrać swoją dokumentację medyczną od neurologa dziecięcego. Bo jako dziecko miałem jakieś dwie wizyty. I oczywiście podczas odbioru kolejne problemy a na co to Panu a po co i seria pytań od rejestratorki. W tym kraju nic normalnie nie można już załatwić. Podczas czytania tych starych kart przeczytałem że w roku 2011 miałem w karcie wpisany symbol G40. Jest to symbol mojej choroby - epilepsji. I tu kolejne zdenerwowanie bo wtedy nikt nikomu nie powiedział, że jestem chory na epilepsje i w sumie dwa lata leczenia w plecy bo nic nie było robione. I jak tu wierzyć lekarzom ? Także miniony piątek nie należał do najlepszych, ale z głową do góry cały czas idę do przodu.
PREZES

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz